 |
dziennik - wieści z Kozolina |
 |
|
| styczeń 2006 |
|
Mróz, chyba zima stulecia. Temperatura powietrza poniżej minus 32 stopni. W koziarni po raz pierwszy minus 2. Włączyliśmy piece olejowe, ale niewiele pomagają. Dajemy podwójną ilość słomy, aby zwierzęta mogły się trochę zakopać. Jesteśmy przerażeni, wkrótce porody. Pierwszy raz nie wiem, jak sobie z tym poradzimy.
|
| listopad/grudzień 2005 |
|
Przygotowujemy się do zimy. Ocieplamy koziarnię, sprawdzamy instalację elektryczną i po raz kolejny czekamy na kozie dzieci. W połowie grudnia zasuszamy kozy.
|
| październik 2005 |
Z częścią kóz, które nie zostały zaciążone jedziemy do kozła z sąsiedztwa. Randka udała się z jednym wyjątkiem: Wice, naszej saanence, narzeczony nie przypadł do gustu. Jest to kłopot dla nas, bo będziemy musieli znależć innego kandydata. Rozmnażanie kóz metodą inseminacyjną nie udaje się.
Odrobaczamy kozy podając tabletki przeciwko pasożytom wewnętrznym i motylicy.
|
| wrzesień 2005 |
Nasz "tatuś" o imieniu Mieetek niekontrolowanie wydostał się z kojca i nie wiemy ile kóz uszczęśliwił. Niestety nie wyszło mu to na zdrowie - dotkliwie złamał nogę.
Mamy żniwa; zebraliśmy sporo ziarna jak również ładną słomę w mieszance z wyką i lucerną. Zimą nasze kozy będą miały odpowiednie pełnowartościowe pożywienie.
|
| lipiec/sierpień 2005 |
|
Wakacje. Odpoczywają również kozy-matki. Nareszcie mają czas dla siebie. Z powodu suszy mamy mało mleka. Jak już pisałam wcześniej białe kozy psychicznie lepiej znoszą upały. Należy jednak chronić ich wymiona przed słońcem. Jasna skóra szybko się zaczerwienia powodując pieczenie i bolesność przy dojeniu. U kolorowych kóz problemu nie stanowi narażone na poparzenie wymię tylko barwa sierści przyciągająca promienie słoneczne.
|
| czerwiec 2005 |
|
Udało nam się część koziołków umieścić w rodzinach zastępczych, jednego zatrzymujemy dla siebie - będzie to nasz "tatuś", pozostałe natomiast musimy przeznaczyć na ubój. Kozina jest mięsem chudym i smacznym (pod warunkiem, że jest duszona lub pieczona - do gotowania się nie nadaje).
|
| maj 2005 |
|
Upał. Temperatura jak na ten miesiąc za wysoka. Koźlęta wyszły na trawę. Wybudowaliśmy im dodatkową wiatę zabezpieczającą przed słońcem. Przy takiej temperaturze koniecznie należy pamiętać o wodzie dla kóz.
|
| kwiecień 2005 |
|
Pełne ręce pracy. Podcinamy kopyta zarówno mamom jak i dzieciom. Pisk przeraźliwy. Dzieci boją się tego zabiegu - w końcu wykonywany jest po raz pierwszy. Koźlęta urosły. Starsze przenosimy na noc do osobnego boksu; nareszcie będzie mleko. Kozim dzieciom w zamian serwujemy pełnowrtościową karmę.
|
| marzec 2005 |
Mamy całą koziarnię dzieci. Same chłopaki. Już staramy się o rodziny zastępcze, z czym nie jest wcale łatwo.
Na szczęście kilka koziołków jest bezrogich, będą miały lepsze wzięcie. Mleka nie mamy nadal; żarłoczne dzieci ani myślą się z nami podzielić. Dzieci Grety czują się dobrze. Troskliwa opieka matki pomogła im dojść do zdrowia.
|
| luty 2005 |
Pierwsza rodzi Greta. Poród normalny, bez kłopotów. Matka czuje się dobrze, dzieci - nie wiemy, czy z powodu zimna, czy z innych przyczyn - powłóczą nogami. Nie są tak sprawne jak być powinny.
Poród Kachny to szok dla niej i dla nas; jej dzieci są tak duże, że nie mogą się samodzielnie urodzić. Jest noc i pomoc lekarza nie jest możliwa. Po długotrwałej walce z naturą odnosimy połowiczny sukces: jedno z koźląt żyje. Nasze dwie saanenki mają po troje dzieci. Porody bez problemu, dzieci ładne i zdrowe. Oczekujemy na Melę, która wyraźnie ociąga się z wydaniem potomstwa. Jej rogata natura daje się nam we znaki. Podczas pierwszego porodu Mela przekracza granice histerii, ale urodziła dzielnie zdrowe bliźnięta.
|
| styczeń 2005 |
|
Zimno. Temperatura w koziarni spadła do plus 5 stopni; to trochę za mało. Okładamy ściany koziarni klockami słomy, podajemy cieplejszą wodę do picia. Kozy już ładnie się zaokrągliły, na kozich bokach obserwujemy walczące koźlęta. Dotykamy, głaszczemy - kozy to lubią.
|
| grudzień 2004 |
Po suchym lecie nasze grymasele nie mają apetytu na siano, które jest ościste, bezlistne i niesmaczne.
Musimy pomyśleć o zwiększeniu ilości ziemniaków i marchwii, bo tylko na to mają ochotę nasze podopieczne.
Ziemniaki gotujemy. Podając surowe powinniśmy w diecie umieścić kredę pastewną. Przestajemy doić. Pa pa smaczne mleczko!
|
| listopad 2004 |
|
Pierwszy miesiąc ciąży u kóz - poza spokojem - jest prawie niezauważalny. Miesiąc minął bez szczególnych atrakcji, ale i bez obciążeń.
|
| październik 2004 |
|
Mamy satysfakcję z udanego koziego seksu. Nasze podopieczne są spokojne, wyciszone, a my będziemy posiadać potomstwo już pod koniec lutego. Jest więc większa szansa na mleko (do momentu pastwiskowania koźlęta będą już odchowane i będą mogły podzielić się z nami mlekiem).
|
| wrzesień 2004 |
Susza. Kozy wychodzą raczej na spacer niż skosztować trawy (której po prostu nie ma). Jest to związane z dużo wyższymi kosztami utrzymania, ponieważ musimy zakupić dużo więcej warzyw i ziarna.
Dają nam się we znaki również problemy z Kamą. Ze stanem zdrowia Makreli też, niestety, nie jest dobrze; mimo wszelkich starań nie udało nam się ich uratować.
Gdyby nie nabyte wcześniej 3 małe kózki (saanenki), które mają niespożytą energię i apetyt, to tegoroczny sezon uznalibyśmy za porażkę.
Cieszymy się, że udało nam się znaleźć dobry dom dla dwóch naszych kozłów. Dzięki temu uniknęliśmy trudnej decyzji o przeznaczeniu na ubój.
Przeprowadziliśmy eksperyment: chcąc przyspieszyć ruję u kóz cały wrzesień trzymaliśmy w zagrodzie koziarni trzeciego kozła, którego feromony pobudziły instynkt rozrodczy kóz.
Udało się! Z końcem września nasze kozy mają ochotę na męża. Jest to poważny wybór zarówno dla nich jak i dla nas (aby nie było kojarzeń krewniaczych i aby uniknąć obojga rodziców bezrożnych). Nie wszystkim kozom podobają się partnerzy, ale są i takie, np. Kachna, której partner tak zawrócił w głowie, że prowadzaliśmy ją z wizytą do kozła trzy razy.
|
| sierpień 2004 |
Nareszcie pogoda. Świeci słońce, ale dla odmiany za gorąco. Nasze podopieczne źle znoszą tak wysoką temperaturę. Jest im niedobrze zarówno na pastwisku, jak i w koziarni. Kozy o ciemnym umaszczeniu często polewamy wodą próbując je ochłodzić. Straciły apetyt, natomiast piją dużo więcej. Pastwiska też nie są najlepsze, trawa wysycha. Odbija się to na jakości i ilości mleka; nie mamy również możliwości spróbowania tegorocznych serów.
Dużo radości sprawia nam obserwowanie rozwoju córki Grety . Melę (bo tak ma na imię) trzeba pokochać, bo inaczej trzeba byłoby ją nienawidzieć. Jest niezwykle piękna; ma też bardzo osobliwy głos, którego używa - niestety - bez przerwy. Jej meczenie drażni naszych sąsiadów. Mela uspakaja się tylko w mojej obecności traktując mnie jak mamę albo babcię.
|
| lipiec 2004 |
Kozie dzieci rosną jak na drożdżach. Mimo że pogoda nas nie rozpieszcza koźlęta najchętniej przebywałyby na wybiegu mimo że pada deszcz. Kozie mamy zajmują się czyszczeniem i karmieniem dzieci. Wyjątkiem jest Makrela, która poprzednio była dobrą matką, obecnie - z powodu choroby - zajmuje się potomstwem nie najlepiej. Nowy nabytek - Kama - to nie najlepszy wybór. Nasz kochany PanDoktor zalecił zakup okularów przed nabyciem kolejnej kozy. Kama jest po operacji rozległej przepukliny, która się odnawia.
Stan zdrowia kozy nie jest dobry. Potrzebna jest interwencja lekarza. Dodatkowy kłopot polega na tym, że Kama nigdy nie była dojona ręcznie. Jesteśmy zmuszeni kupić mechaniczną dojarkę.
Dojenie teraz to prawdziwa przyjemność, nie wymaga zabiegów siłowych, trwa dużo krócej i podczas dojenia można dopieszczać małe koźlęta, którym ta czynność bardzo się podoba.
W połowie miesiąca robi się ciepło.
|
| czerwiec 2004 |
Makrela nadal nie ma mleka, decydujemy się więc na dokupienie jeszcze jednej kozy. Jest to saanenka o imieniu Kama. Jest chudą, ale wybitnie mleczną kozą.
Porody zakończone. Kozy (poza Makrelą) mają się dobrze. Nawet pooperacyjny szew na boku Grety zabliźnił się i jest niewidoczny, a Greta odzyskała wygląd modelki.
Po pastwiskowaniu kóz stale przybywa mleka. Nabiera ono głębszego smaku. Próbujemy odstawiać koźlęta od matek mając nadzieję na pyszne sery.
|
| maj 2004 |
Greta ma się dobrze, dzieci jeszcze lepiej; przybywają na wadze, są radosne i bardzo z nami związane.
Stan zdrowia Makreli jest zły, ale stabilny; zaczyna cokolwiek jeść. Jest bardzo chuda, ma ropomacicze i nie ma pokarmu. Dostaje zastrzyki z antybiotyku. Widok strzykawki ją przeraża, natomiast my mamy nadzieję na poprawę jej zdrowia. Koźlęta karmimy siarą i mlekiem innych kóz, starając się zachować wszelkie zasady higieny. Okazuje się, że nie jest to takie trudne, tylko uciążliwe, jednakże udaje nam się; dzieci rosną, rozpoznają nas po głosie i utożsamiają ze swoją mamą.
Zrobiło się ciepło i po zabiegach kosmetycznych (obcięcie racic, odrobaczenie) zaczęliśmy wyprowadzać kozy na łąkę.
|
| kwiecień 2004 |
W naszej koziarni zaczynają się częste porody (nie tylko u opisywanych założycielek stada, ale również u innych, nabytych później). Znaną Państwu jest nasza koza Makrela.
Jest kozą dużą, a w ciąży wygląda jak wieloryb. Na pewno jest to ciąża bardzo mnoga (zwykle rodzą się dwa koźlęta). Ma problemy z wypadaniem kanału rodnego, co jest dowodem na to, że dzieci się nie mieszczą. Podejmujemy decyzję, zarówno z powodów medycznych jak i higienicznych, zaszycia warg sromowych. Pomimo bardzo skrupulatnej obserwacji zachowania kozy, poród zaczyna się bezobjawowo i przed rozcięciem szwów. Tragedia. Dochodzi do rozerwania warg sromowych, zmęczona koza nie jest w stanie pomóc rodzącym się koźlętom, w wyniku czego dwoje koźląt nie przeżyło, a trzecie jest bardzo słabe. Przeczuwając, że to jeszcze nie koniec porodu, oczekiwaliśmy czwartego koźlaka. Stan kozy pogarszał się z minuty na minutę. Podjęliśmy więc decyzję przewiezienia jej do specjalisty. I postąpiliśmy słusznie.
Nasz kochany Pan Doktor nie tylko "znalazł" koźlaka, ale pomógł mu się urodzić i jednocześnie uratował Makrelę, która miała niewielkie szanse na przeżycie.
Dobrze, że inne kozy nie przysporzyły nam kłopotów; inne porody odbyły się w zgodzie z naturą.
|
| marzec 2004 |
|
U nas cały marzec był spokojnym miesiącem i gdyby nie było tak zimno, nie byłoby większych problemów. Porody u następnych kóz zaczęły się dopiero pod koniec miesiąca. Kachna, nasza ulubiona koza, 31 marca urodziła bliźnięta, kózkę i koziołka, z dużą dysproporcją wagową (koziołek ważył 2 razy więcej niż kózka), jednakże oboje byli w bardzo dobrej kondycji.
Udało się nam; Greta przeżyła, a jej dzieci czują się dobrze. Z dnia na dzień przybywają na wadze, a Greta stała się uznanym przez nas symbolem pozytywnego macierzyństwa. Pomimo że jeszcze nie wyzdrowiała pozwala swoim dzieciom na wszystko: nawet na skakanie po bardzo bolesnym świeżym szwie.
|
| luty 2004 |
|
Już wiemy, że Greta została ugodzona przez inną kozę. Jak się okazało ma rozprutą otrzewną, jelita wypłynęły do worka skórnego obciążając wymię z prawej strony. Wezwany weterynarz zaproponował eutanazję, my będziemy jednak próbowali ją ratować. Dnia 7 lutego Greta przeszła poważną operację układania jelit i zszywania otrzewnej, wynikiem czego jest 30-centymetrowy szew na prawym boku. Po operacji koza jest słaba, jej stan jest stabilny, natomiast my nie wiemy, czy podjęliśmy właściwą decyzję. Dwa dni później Greta zaczęła rodzić i wydaje nam się, że dlatego poczekała z porodem, abyśmy mogli być przy niej. Poród odbył się bez większych komplikacji, koza rodziła leżąc jakby sama pilnując, aby nie pękły jej wcześniej założone szwy. Urodziła się kózka i koziołek. Stan koźląt był krytyczny (koźlęta zwykle wstają do 40 minut po porodzie, nasze wstały po 12 godzinach). Z powodu zimna zmuszeni byliśmy otulać kozę i jej dzieci kocami oraz wstawić do ich kojca dodatkowe ogrzewanie. Tak trudnej sytuacji nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Pomimo złych prognoz medycznych mamy nadzieję, że wszystko zakończy się pomyślnie. Greta jest bardzo dobrą matką, a dzieci są śliczne.
|
| styczeń 2004 |
Ciężarne kozy odpoczywają i przygotowują się do nowych obowiązków, wyglądają dostojnie, poruszają się ostrożniej i mają ogromny apetyt. Zimą bardzo lubią ziemniaki gotowane posypane otrębami pszennymi, owies, suche bułki, ale nie gardzą też burakami, marchwią, a także kukurydzą. Czekają na dzieci. My również bardzo czekamy na ten corocznie powtarzający się cud narodzin. Wiemy, że pierwsza urodzi Greta, nie znamy jednak terminu porodu (w momencie kupna była już zaciążona).
15 stycznia; chyba coś jest nie tak. Greta leży w nienaturalnej pozycji, nie chce wstać, wykazuje wczesne objawy porodu i jest bardzo smutna. Obawiamy się poronienia. Nie bardzo wiemy, co robić - jest to dla nas zupełnie nowe doświadczenie, telefonujemy więc do lekarza. Musimy zachować spokój, ale nie jest łatwo patrzeć spokojnie w oczy bezradnego zwierzęcia. Karmimy i poimy Gretę z ręki, koza bardzo wolno uspokaja się. Przykryta kocem, wygłaskana i uspokojona o 3 godzinie w nocy sama wstrzymuje przedwczesny poród, nie wiemy jednak jak całe wydarzenie wpłynie na zdrowie i kondycję jej dzieci.
|
| grudzień 2003 |
|
Nie wszystkie kozy (z powodu braku własnych kozłów) zdążyliśmy zaciążyć
Ruja wypadła w święta, a czas jej trwania wynosi przeciętnie około 36 godzin. Ciekawe, czy uda nam się to w innym terminie...?
|
| listopad 2003 |
|
Kojarzenie par, przynajmniej częściowo, powiodło się i zachowanie części kóz wskazuje na ciąże. Moje ulubienice są spokojne, dają mniej mleka i mają większy apetyt.
|
| październik 2003 |
|
W pierwszych dniach miesiąca bezskutecznie próbujemy zaprzyjaźnić nowo zakupioną kozę z już posiadanymi. Greta jest bojaźliwa i stado nie bardzo ją lubi. Przyczyna jest banalna. Greta jest ciężarna, a reszta nie. Czekamy niecierpliwie na ruje próbując znaleźć "przystojnych" partnerów dla naszych kóz.
|
| wrzesień 2003 |
|
Spokojny miesiąc upływający na miłej monotonii pracy z kozami. Jedynym wydarzeniem jest kupno nowej kozy - bezrogiej barwnej 2-latki rasy niemieckiej o imieniu Greta.
|
| lipiec i sierpień 2003 |
|
Dwa najcieplejsze miesiące mijają bez większych problemów, jednakże lato jest gorące i bardziej należy dbać o świeżą wodę i zapewnienie cienia pasącym się zwierzętom.
Wielką radością jest obserwowanie pasących się i harcujących małych koźląt. Widok ten wpływa kojąco na system nerwowy zarówno dorosłych jak i dzieci, co mieliśmy okazję zaobserwować goszcząc rodzinę i znajomych. Wszyscy chętnie się do nich przytulają i karmią poprawiając przy tym swój, nie zawsze dobry, nastrój.
|
| czerwiec 2003 |
|
Jest już wystarczająco ciepło, aby móc wyprowadzić kozy na łąkę. Wcześniej jednak należy je przyzwyczaić do jedzenia trawy zadając im ściętą trawę w małych ilościach. Zbyt szybkie wyprowadzenie kóz na pastwisko mogłoby spowodować biegunkę (wysokość runi powinna wynosić około 10 cm; niewyrośnięta trawa jest pokarmem wywołującym biegunkę).
Ilość mleka po pastwiskowaniu jest znacznie większa, możemy więc obdarowywać sąsiadów, trochę sprzedawać, a nawet robić twarogi, sery i masło (pyszne!). Kupujemy nową kozę. Jest nią rogata 4-latka rasy saaneńskiej o imieniu Makrela. Jest ona prawdziwą rekordzistką w produkcji mleka.
|
| maj 2003 |
|
Ponownie mamy koźlęta. Poród odbył się bez pomocy i kłopotów. Bliźnięta są różnej płci i wagi. Kózka jest większa i sprawniejsza, natomiast koziołek malutki i słaby. Matka po porodzie czuje się w miarę dobrze, niestety wylizuje tylko kózkę. Jest to sygnał, że koziołek jest chory - ma przepuklinę jądrową. Koza dokonała selekcji - nie karmi syna, jednakże my jeszcze przez tydzień po wizycie u weterynarza nie możemy zdecydować się na eutanazję. Karmimy go z butelki co 2 godziny mlekiem matki i, niestety, pomimo zaangażowania nie możemy pochwalić się sukcesem. Koziołek nie przybiera na wadze, męczy się. Po ponownej rozmowie z lekarzem poddajemy się. To była pierwsza nasza porażka. Drugą było poronienie - na miesiąc przed terminem porodu - kozy o imieniu Masza. Objawy były dziwne - koza ma wyraźnie opuchnięte wymię, z którego kapie mleko, pokłada się, nie ma temperatury, trzy dni żałośnie meczy, nie potrafimy jej pomóc i wezwany lekarz również nie. Smutek po utracie dzieci przez Maszkę udziela się i nam. Inne kozy rodzą same i nie wymagają żadnej pomocy.
|
| kwiecień 2003 |
|
Zimno, pogoda jak na tę porę roku parszywa. Kozy chyba nudzą się w koziarni, najchętniej poszłyby na wybieg, ale jest za mokro. Należy pamiętać, aby zwierzęta te nie stąpały po mokrym podłożu , grozi to bowiem poważną chorobą - zapaleniem racic.
|
| marzec 2003 |
Liczymy dni do porodu Kachny a tu niespodzianka. Pierwsze oznaki zbliżającego się rozwiązania pokazuje Zyta. Jest ostatnia sobota karnawału. Panika, bieg do apteki, telefony do weterynarza. Niestety musimy sobie radzić sami. Mąż przygotowuje ręczniki i ciepłą wodę, ja siedzę w kozolinie z telefonem przy uchu. Podniecenie odczuwamy oboje; jest to pierwszy poród w naszej koziarni.
Weterynarz zapewniał, że koza nie potrzebuje pomocy, jednak w tym przypadku jest inaczej. Muszę pomagać. Intuicyjnie podejmuję właściwe decyzje i koziołek rodzi się w 4 godziny od wystąpienia pierwszych objawów, a za kolejne 20 minut rodzi się kózka. Udało się! Jesteśmy szczęśliwi i dumni z Zyty i z siebie. Koza wylizuje maleństwa popychając je w kierunku wymienia, maleństwa próbują wstawać, robią to bardzo nieporadnie i zabawnie, jednakże zaraz próbują ssać. Koza po porodzie jest wyczerpana; musi dostać dużo ciepłego picia. Przed i po porodzie należy zachować możliwie najwyższy poziom higieny (umyć kozę zarówno przed jak i po porodzie wodą z dodatkami delikatnych środków przeciwzapalnych np. nadmanganianu potasu). Po porodzie trzeba dokładnie posprzątać porodówkę i pilnować, żeby koza nie zjadła łożyska.
2 dni później okazuje się, że Zyta ma wysoką temperaturę i zapalenie wymienia. Jest niedziela i żaden weterynarz w okolicy w wolne dni nie leczy takich dziwnych zwierząt jak kozy. Jesteśmy przerażeni. Próbujemy jakoś pomóc Zycie, mocząc wymię w wodzie z mydlinami. Niewiele jednak te zabiegi pomogły. Po konsultacji telefonicznej ze znanym lekarzem weterynarii, wieziemy ją więc do lecznicy do innego miasteczka. Po wykonaniu USG lekarz ordynuje środek przeciwzapalny podawany w zastrzykach,, które muszę wykonywać sama, mimo że nigdy wcześniej tego nie robiłam. Leczenie zakończyło się połowicznym sukcesem, ponieważ zmiany okazały się nieodwracalne (jedna partycja wymienia jest nieczynna). Badania laboratoryjne wykazały, że mleko jest wolne od bakterii i nadaje się do spożycia.
Pod koniec marca na świat przychodzi potomstwo Kachny: dwa koziołki. Tym razem również nie obyło się bez naszej pomocy. Po poprzednich doświadczeniach było to dla nas, na szczęście, dużo łatwiejsze. Koza urodziła sama, natomiast koziołki wylądowały w poidle pełnym wody. Gdyby nie nasza natychmiastowa interwencja, prawdopodobnie by się utopiły.
Kachna jest również troskliwą mamą, a koziołki bardzo wesołe.
|
| luty 2003 |
Kozy grubieją jeszcze bardziej.Wydaje nam się, że mamy za wąskie drzwi między boksami; drzwi powinny być wystarczająco szerokie, aby ciężarne kozy mogły swobodnie minąć się w nich.
|
| styczeń 2003 |
Przestaję doić Kachnę, a szkoda, bo jej mleko jest słodkie i bardzo smaczne. Moje kozy znają już swoje imiona i reagują na nie. Jest bardzo zimno, nie wypuszczamy ich już na wybieg (lubiły wychodzić do -8 °C). Nasze podopieczne mają nieograniczony apetyt, przybierają na wadze, bardzo lubią jak do nich przychodzimy z jakimś smakołykiem; rozpieszczamy je bardzo.
|
| grudzień 2002 |
Dostajemy w prezencie jeszcze jedną kozę. Ma na imię Zyta.
Znajomi i sąsiedzi, którzy trochę wątpili w nasze zdolności hodowlane, zaakceptowali nasze hobby.
|
| listopad 2002 |
Dwie następne kozy też wzywa natura ale tym razem nie dopatrujemy się już choroby.
Zawozimy i te, niestety, do tego samego kozła, ale przy moim braku doświadczenia było to dla mnie naturalne, jednak genetyka mówi inaczej.
|
| październik 2002 |
Budzi nas histeryczny głos Kasi (pewnie jest chora; jest niespokojna, często zagląda w okolice ogona). Na szczęście to tylko oczekiwana ruja; trzeba szukać męża. Szkoda, że nie zastanowiliśmy się nad tym wcześniej, ponieważ jest to BARDZO WAŻNE.
Doboru par do rozrodu powinien bardzo starannie dokonywać świadomy hodowca. Wszystko robimy w tym kierunku, aby nim się stać.
|
| wrzesień 2002 |
Oczekujemy opisanej w książkach tzw. rui, która (zgodnie z kalendarzem biologicznym przeznaczonym dla kóz rasy białej uszlachetnionej i saaneńskiej) pojawia się najczęściej w październiku (wówczas wykot przypada na marzec).
|
| sierpień 2002 |
Kupujemy jeszcze jedną kozę, nazywamy ją Masza. Jest zaniedbana, płaczliwa, niedotykalska i osowiała.Źle znosi towarzystwo koleżanek, a i one jej nie lubią.
Do tego momentu nasze kozy nie miały podzielonych stanowisk w kozolinie. Teraz z powodu
szczupłości pomieszczenia będą hodowane metodą alkierzową, tj.przypięte.
Kasia i Zazulka tracą humor; nie bardzo lubią być przywiązane, a mnie nie podoba się jak "walczą" o pozycję w stadzie, musimy wiec wybudować przegrody.
|
| lipiec 2002 |
Nasze zwierzęta mają "swoje zwierzęta" (pasożyty). Obowiązek usuwania insektów i utrzymania koziarni w czystości należy do hodowcy, bo do zabiegów pielęgnacyjnych lekarz weterynarii, oczywiście, nie przyjeżdża. Wszoły (bo chyba tak nazywają się te insekty) - według zalecenia Pani doktor - należy złapać do słoiczka i niezwłocznie dostarczyć do laboratorium. Kozy należy opryskać preparatem o nazwie IPOWET. Pomaga on zwalczać różne pasożyty, nie tylko wszoły. Po zabiegu NIE MOŻNA PIĆ MLEKA 2 TYGODNIE.
Po zabiegu należy również koniecznie kozy wykąpać (najlepiej szamponem dla koni; sierść po użyciu takiego szamponu staje się miękka i miła). Dużym i miłym zaskoczeniem dla mnie było spostrzeżenie, że kozy lubią mycie, lubią także czesanie, drapanie i wszelkie okazywane im czułości. Są mądre i umieją odwzajemnić uczucie.
|
| maj i czerwiec 2002 |
Upływają spokojnie. Jedyną zagadką jest to, kto obetnie naszym podopiecznym przerośnięte racice? Dla weterynarza to niedochodowe zajęcie - nie przyjedzie. Próbujemy sami. Pierwszy raz jest trudny: mąż obcina, ja trzymam nogi i uspokajam, ale nasza Kachna mecząc jak szalona, powiadamia o robieniu manicure całą okolicę. Zazula szczęśliwie dzielniej znosi zabiegi pielęgnacyjne.
|
| kwiecień 2002 |
Zazulka ma 8 tygodni. Postanawiam zacząć doić Kachnę i tu zagadka: jak to się robi?
Obu nam dojenie nie bardzo się podoba, a jeszcze do tego Zazula wchodzi na głowę, bo ktoś zakradł się do jej stołówki.
Odniosłam sukces! Po długich poszukiwaniach pożyczam od znajomego książkę o kozach (literatura na ten temat jest prawie nieosiągalna).
|
| marzec 2002 |
Jeszcze trwa zima; jedziemy odebrać prezent - kozią mamę z córką. Chyba nie do końca przemyślałam tę decyzję. Kozy są spłoszone, nieufne, trochę zaniedbane. Zapach w
koziarni trochę nas poraża. Dziwne, ale zwierzęta te chyba lubią podróżować. W każdym razie dobrze znoszą jazdę samochodem.
Sobota - po przyjeździe do domu okazuje się, że jesteśmy średnio przygotowani do opieki nad kozami. 10 minut paniki: kto i czym będzie je karmił? Mamy trochę siana, marchwi i ziemniaków ale nie są to przemysłowe ilości. Dobrze, że w poniedziałek jest targ.
Chcę dowiedzieć się czegoś o kozach. Dzwonię do wielu weterynarzy i wszędzie spotykam się ze zdziwieniem: "koza? A po co ona pani? Jest przecież wiele modniejszych gatunków zwierząt; z tymi ostatnio spotkałem się na studiach, ale bezdotykowo, a, hm, jedzą chyba to samo co krowy" (tylko co jedzą krowy jest dla mnie w tym momencie również tajemnicą). Mając nadzieję, że zdołam się czegokolwiek dowiedzieć, odwiedzam sąsiadów. Okazuje się jednak, że o kozach wiedzą tyle co ja lub mniej i w dodatku programowo ich nie lubią.
Poniedziałek. Poprawiamy, docieplamy nasz kozolin. Kozy są nadal nieufne i bojaźliwe. Kupiliśmy jedzonko. Na targu również spotkaliśmy przypadkiem kogoś, kto ma kozę i zdobyliśmy trochę informacji, ale - jak się okazało - niewiele.
Cały tydzień siedzę w kozolinie. Moje zwierzęta mają już imiona i powoli się do siebie przyzwyczajamy. Kachna niechętnie pozwala dotykać dziecko. Zazulka natomiast łatwiej nawiązuje kontakty, w dalszym ciągu jest jednak nieufna i schowana za mamą ale - na szczęście - wesoła i skoczna.
|
|
|
|
|